Listy

Jubileusz 20-lecia

Melrose, 11 czerwiec 2011

Drodzy członkowie Domowego Kościoła,

Pozdrawiam Was serdecznie w tym czasie kiedy obchodzimy jubileusz 20 lecia istnienia ruchu Domowego Kościoła w Kanadzie a zarazem kończymy kolejny rok pracy formacyjnej. Piękny to czas i ten wiosenny, i ten wielkanocny, i ten jubileuszowy bo jakoś tak chyba zmusza do refleksji i dziękczynienia.

Okazja ta, bez wątpienia, przywodzi ku pamięci wydarzenia, ludzi, miejsca i to wszystko co składa sie na 20 lat obecnosci Domowego Kościola na ziemi Kanadyjskiej, chwile radosne i bolesne. Lecz także okazja ta, pozwala nam spojrzeć ku przyszłości, z sercami wypełnionymi nadzieją Bożej obietnicy – oto ja jestem z Wami aż do końca świata. Dlatego też, te radosne i bolesne chwile tych 20 lat łączą się z chwalebnym oczekiwaniem Bożej dobroci, błogosławieństwa i obecności w życiu i działalności Ruchu i jego członków.

Niech więc to świętowanie będzie radosnym podążaniem za Mistrzem z Nazaretu drogami światła, i niech wstawienninctwo Niepokalanej, ks. Blachnickiego, i ks. Barcza dodaje sił i odwagi na każdy dzień.

Dziękując kapłanom, Siostrom zakonnym za opiekę duchową a Wam wszystkim za świadectwo wiary w dzisiejszym świecie, polecam Was Bożej opiece.

Ks. Andrzej Kowalczyk, CSMA
Moderator na Kanadę

wersja PDF

ikona_20lat

list ks. Romana Litwińczuka moderatora DK w Polsce

czytaj >>>

 

Droga wspólnoto Domowego Kościoła w Kanadzie!

List w imieniu całej wspólnoty Domowego Kościoła w Polsce.
czytaj tutaj >>>

Filmy i prezentacje

krótka prezentacja, którą umiesciliśmy na youtube.

 jeżeli wideo nie startuje to spróbuj link: http://www.youtube.com/watch?v=ay7kYrAwyRc

 

krótki film z wydarzeń jubileuszowych

 jeżeli wideo nie startuje to spróbuj link: http://www.youtube.com/watch?v=eJ8G0sexF-Y&feature=youtu.be

 

kilka zdjęć

tutaj >>>

więcej zdjęć

tutaj >>>

 

Świadectwa

Witajcie Siostry i Bracia, Umiłowani w Panu Jezusie Chrystusie, Jemu Chwała i Cześć na wieki wieków, AMEN.

Pragniemy z głębi serca wyrazić największe i najszczersze podziękowanie WSZYSTKIM, którzy przyczynili się do zorganizowania obchodow jubileuszu 20-lecia  Domowego Kościoła w Kanadzie.

Bardzo przeżyliśmy ten dzień, to wydarzenie, ale bez ogromu pracy każdego z Was byłoby to niemożliwe... 

Modlitwa która czyni cuda o jedność i radość byly niesamowicie widoczne... 

A co do pogody - Te dwa głośne uderzenia piorunów na 5 minut przed 12:00 byly tylko przypomnieniem PANA, że jest z nami ... Jemu Odwiecznemu - dzieki.

Basia i Kazik Nega

- - - - -

Kochani,
To nie bylo zwykle spotkanie po  dwudziestu latach, ktore przezylismy samotnie. My kroczylismy wspolnie. Nasza Droga jest Domowy Kosciol, dlatego wiernosc ,wytrwalosc zaowocowala taka radoscia.
Po co sa Jubileusze? Pytanie takie zadal nasz Moderator.To czas wdziecznosci, kiedy w biegu zycia zatrzymujemy sie, aby zobaczyc za co dziekowac Panu Bogu i ludziom.
Dziekujemy Panu Bogu za prowadzenie naszego malzenstwa ta droga. Dziekujemy  za budowanie Domowego Kosciola tym, ktorzy nigdy nie zwatpili i jeszcze innych umacniali. Dziekujemy zaangazowanym ksiezom i siostrom.  
Przyjechalismy z roznych stron Kanady. Kazdy wlozyl jakas czastke swojego zaangazowania w przygotowanie tego szczegolnego Dnia Wspolnoty.
Dziekujemy tym, ktorzy z wielkim sercem, z bezinteresowna troska wlozyli ogrom trudu w kazdy szczegol wspanialej uroczystosci.
Nie wiemy jak nasze zycie potoczyloby sie bez Domowego Kosciola, ale wiemy ze formacja tej wspolnoty, swiadectwa wiernosci, walki, trudu,lojalnosci byly i sa dla naszej rodziny natchnieniem i pomoca.
"Nikt nie jest samotna wyspa.Kazdy stanowi ulamek kontynentu, czesc ladu".
Tak wlasnie przezylismy to spotkanie -jako nasza przynaleznosc i czesc wspanialej Oazowej wspolnoty, gdzie kazdy jest rozpoznawalny jako bliski czlowiek.
Nigdzie  nie jest tak radosnie  i wesolo jak na spotkaniach DK. Dlatego tak lubimy sie spotykac i dzielic tym co najlepsze.
Zyczymy wszystkim umocnienia i pokrzepienia ducha aby isc dalej razem .Warto!
 
Anna i Tomasz Rutkowscy

wersja PDF

- - - - -

Kochani Przyjaciele !
Drodzy Ksieza!
 
Przesylam Wam zdjecie, ktore poprostu musialam zrobic wczoraj w nocy w czasie naszego czuwania podczas wystawienia Najswietszego Sakramentu. Chcialam upamietnic te kompozycje na ktora patrzylam z miejsca w lawce ,w ktorej razem z Tomkiem siedzielismy. Jest to zwylke zdjecie, jakosc nieszczegolna, robione na "zoomie" bez lampy, ale te Slowa naszego Bl. Papieza, Jana Pawla II i Pan Jezus w monstrancji przed nimi, z drzewkiem zielonym w tle i "czubek" krzyza gdzie widac wizerunek Ducha Sw. w postaci golebicy...jakos mialo szczegolna wymowe dla mnie wlasnie wczoraj. Dlatego chcialam sie Tym szczegolnym "obrazem" z Wami, ktorzy tam byliscie, podzielic.
Dziekuje za ten dzien i przezycia , wspomnienia, Panu Bogu, ksiezom, organizatorom i WAM wszystkim, ktorych moglam znowu zobaczyc, uslyszec, usciskac...a szczegolnie dziekuje za przypomnienie mi, jakim bogactwem i darem byly te minione 13 lat naszych w DK...i za uzmyslowienie mi , ze nie chce i nie moge bez Was i bez formacji DK, zyc...jako Asia, jako zona, jako matka...
Bardzo Was potrzebuje w dalszej mojej wedrowce z Jezusem, zebym nie przestawala GO widziec w moim malzenstwie, rodzinie, w zyciu, w swiecie ktory z reguly nie daje zbyt wiele nadzieji na lepsze jutro...Dlatego pamietajcie, ze Wasze BYCIE Domowym Kosciolem daje mi Nadzieje na lepsze jutro. Jestescie  dla mnie bardzo WAZNI i SZCZEGOLNI. Bog Zaplac za wszystko!
 
Niech Pan Bog wszystkich Was blogoslawi, a laska Pana Naszego Jezusa Chrystusa i dar jednosci w Duchu Swietym niech beda z Wami wszystkimi...( mam nadzieje ,ze poprawnie to ujelam?)
A Wasi Aniolowie Bozy niech dotrzymuja Wam zawsze swojego towarzystwa i maja Was w swojej opiece.
 
Asia Omeljaniuk
nie_lekajcie_sie

wersja PDF

- - - - -

Moje odczucia od zaplecza
Piątek –niedziela 10-12.06, 2011
"Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali."
Jan Paweł II

„Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: « Nie mają już wina ». Jan 2, 1-
Bożenka K. – cicha i uśmiechnięta, nawet jak zmęczona, to i tak nic nie umyka jej uwadze. Jest przy każdym, pyta, jak pomóc. Sprawdza, czy trzeba coś jeszcze zrobić. Ten jej ciepły uśmiech i dostojność od razu skojarzył mi się z Maryją w Kanie Galilejskiej, a później Władek stanął przy niej jak św. Józef. Gdzie był wcześniej? Pomagal panom w ich pracy. Dobrze jest mieć taki żywy przyklad.
Dorotka P. – znam Dorotkę od lat, zawsze cicha i skromna, nie mówi głośno, nie mówi wiele, jest delikatna. I nie wiem jak taka subtelna osoba poradzila sobie z obowiązkami w kuchni dla takiej masy ludzi! Nie widzialam, żeby poniosły ją nerwy, nie widzialam, ani nie slyszałam, żeby narzekała i wpadła w panikę. A jej stół na słodycze! Sam, bez ciasta i owoców wyglądał wow! Możecie sobie wyobrazić jak wyglądał, kiedy się zapełnił? Nie, nie możecie, musicie obejrzeć zdjęcia! Cały czas się zastanawiałam, jak ona to zrobiła, że nie było okruchów i całego tego bałaganu, kiedy przewinie się jedna fala za dugą. Talerze ciągle były pełne, a otoczenie wyglądało świeżo. Zupełnie jak w Ewangelii:
Jezus zatem rzekł: „Każcie ludziom usiąść”. A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. 
Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło”. Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów.   Jan 6

Gdyby nie jej mąż, Adam, biegający na każde czułe polecenie, chyba inne byłoby moje widzenie.
Basia N. – przyjechala jakiś czas po mnie. Od razu wniosła powiew domu wraz ze swoją przepyszną drożdżówką i kawą. Zakasała rękawy i jak tylko towar znalazł się w kuchni, zabrała się za „ugniatanie mięsa.” Robiąc swoje obok, w jadalni, słyszałam rozmowy z kuchni i zastanawiałam się skąd ona wie, że trzeba akurat 70 jajek – które wybijał Grzegorz, ileś tam worków mleka, bułki tartej, cebuli, którą obierała jej mama, wcześniej nakarmiona obiadkiem przywiezionym z domu. Pewnie dlatego już nie płakała przy tej cebuli. A Basia w tym wszystkim latała koło mnie jak dobra mamuśka, co chwilę coś mi oferując. Wiecie, jak dobrze się czułam? Kidy wyszłam na dwór, aby ułożyć kwiaty zanim się ściemni jej mama znalazla się obok mnie do towarzystwa i odganiania komarów – jej nie gryzły, za to ja okręcona „burką” tańczyłam dzike pląsy pomiędzy przycinaniem liści a wbijaniem kwiatów w oasis.
Marta usługiwała Panu. Lecz po chwili zapytała, czy nie jest Jezusowi obojętne, że ona usługuje, a Maria tylko siedzi.
Basia była sprytniejsza, po prostu zaprosiła Pana Jezusa do pomocy w kuchni. Teraz już wiecie, czemu ta pieczeń była taka pyszna? A Grzegorz? Nie tylko pomagał żonie, ale przyjął na siebie rolę fotoreportera, chwilami czułam się jak gwiazda przybierając  odpowiednie pozy przy pracy.
Iwonka G. zjawiła się wieczorem jak dobry duszek, a raczej aniołek od razu oferując swoją pomoc. Najpierw porwali ją do kuchni, a potem walczyła z moim steamerem prasując spódniczki wokół stołów. Znalazła też czas, żeby przybiec do mnie z ciepłą herbatą – od czasu do czasu kropił deszcz, a ona martwiła się , żebym nie zmarzła. „Stara” dobra siostra.
Była tam również prorokini Anna…Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim,... Łk. 2
Od czasu do czasu przechodził jej mąż, Staszek, który starał się nas rozbawić swoimi kawałami, te o pogodzie nie były optymistyczne.
Diana N. - Przyszła do mnie wieczorem, kiedy byłam już w holu i zaproponowala swoją pomoc: „Ciocia, co moge dla ciebie zrobić?”  Jakie to miłe, kiedy młoda dziewczyna, zamiast siedzieć gdziś w kącie ze słuchawkami na uszach, podchodzi do ciebie i mówi: „Ciocia, czy mogę coś dla „ciebie zrobić?”  „No jasne!” – odpowiedziałam. „Trzymaj płytę’ a potem ustawimy i „ubierzemy” stoły. Zdążyła jeszcze zatrudnić brata i wnieśli kwiaty do środka, a dochodziłą już 11-ta w nocy.
28  Wówczas Piotr rzekł: "Oto my opuściliśmy swoją własność i poszliśmy za Tobą". 29  On im odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla królestwa Bożego, żeby 30  nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym - życia wiecznego".  Łk.18
A na koniec zebraliśmy się razem, rozejrzeli wokoło i po chwili odeszli na spoczynek, tzn. dla większości bezsenną noc – z różnych powodów.  Piątek – pełen ciepła. Nie było nerwowej atmosfery, biegania, paniki. A wszyscy wykonali to, co zamierzali.
Sobota – pojawiały się nowe twarze – chociaż w większości znane. Ranek minął szybko, a reszta dnia jeszcze szybciej. Pan Bóg pobłogosławił nas doskonałą pogodą. Wszystkie punkty programu przebiegły normalnie, błędy dostrzegli chyba tylko ci, którzy na jakichś się sami złapali – mówię o sobie. Jak miło było spotkać i zamienić parę słów i uścisków  z tymi, z którymi nie widziałam się od lat. Jakże budujące były wieczorne świadectwa. Jaka pogodna i dynamiczna Msza wieczorna/poranna. I ci trzej muszkieterowie – ministranci 9-cio-11-to letni – czuwający do końca! A któś, chyba 10 lat temu, powiedział mi, że dzieci z DK są najbardziej niewychowanymi dziećmi. Szkoda, że ich nie widział tym razem! Usłyszeć ich też by nie mógł, bo chociaż były, to jakby ich nie było, no, może poza momentem, kedy z młodzieżą i siostrami grały w piłkę. Samo życie.
Ula K. poratowała mnie swoją kurtką, kiedy trzęsłam się z zimna, odała mi ją i odjechala do domu, a ja po przyjeździe do Melrose zrozumiałam, dlaczego; było mi cieplo i przytulnie.
 „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty” (Iz./Iz 61,10 Biblia Tysiąclecia).
W nocy spotkalam w łazience Asię. Wydawała mi się taka smutna, że nie śmiałam o nic pytać. W poniedziałek okazało się, że nie była smutna, tylko:
 Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię... Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana".  Łk. 1.
A niedziela? Mogliśmy trochę pospać. Potem pozbieraliśmy i poukładali to, co było trzeba ... i do domu.
Nie lubię opuszczać Melrose. Jest to szczególne, zaciszne miejsce, pełne przeróżnych wspomnień. Miejsce, które symbolizuje nasz wspólny dom na „wygnaniu”.
Ewangelia Jana 14:2 - mówi: „W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce.”
Ks. Andrzej jak dobry ojciec ogarnia wszystko, dyskretnie czuwa, uśmiechem obdarzy każdego, pocieszy, zmobilizuje. Przypomina mi ojca stojącego na progu domu, oczekującego, z otwartymi ramionami:
Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić. Łk 15.
Chyba pora zakończyć te moje rozmyślania jubileuszowe. Bardzo lubię pomagać, pracować we wspólnocie, służyć i dzielić się talentami, obserwować ludzi. Nasz DK jest dla nas w Kanadzie jak rodzina. My idziemy z nim od 1994 roku.
Dopomóż mi, Panie, mój Boże;
ocal mnie w swej łaskawości,
aby poznali, że to Twoja ręka,
żeś Ty, o Panie, tego dokonał.
Niech oni złorzeczą, ale Ty błogosław!
...Chcę wielce dziękować Panu swoimi ustami
i chwalić Go w pośrodku tłumów; PSALM 109

Beata Olejarczyk

wersja PDF

prezentacja ze zdjęciami do pobrania

w formacie ppsx

wersja PDF

- - - - -

Szczesc Boze,
Pozdrawiam wszystkich serdecznie owiana Duchem Sw.
Chcialabym na wasze rece zlozyc serdeczne podzeikowanie za wczorajszy dzein, za przepiekna uroczystosc! Pozostanie ona na zawsze w naszej pamieci. Wszystkie detale tak wielkiego przedsiebziecia byly pieknie dopracowane i przebiegaly w nalezytym porzadku. Az zal bylo, ze czas tak nieublaganie ucieka, kiedy tyle bylo do zaoferowania...od wystaw po publikacje no i spotkania braci i siostr, gdzie chociaz slowko chcialo sie wymienic, pozdrowic, usciskac, pokazac te radosc ze wspolnego spotkania, radowania sie nasza wspolnota, gdzei wzrastamy, zyjemy. W tak piekny dzien jak wczoraj czulismy te radosc boza i prowadzenie. Nawet pogoda z nami wspolpracowala – po prostu byla idealna na takei spotkanie.
Od diakonii kuchennej do diakoni godpodarczej pragne z calego serca podziekowac wszystkim zaangazowanym -wiele godzin planowania i dogrywania, telefonow i moze czasem nerwow...ale to wszystko na chwale Boza!
Z calego serca Bog Wam zaplac!
Upewnilo nas- tam zgramadzonych, ze wybralismy dobra droge i nia chcemy dalej isc, jestemy czescia tej wielkiej rodziny _ Domowy Kosciol.

Z Bogiem
Wdzieczna Ela Sokolowski

wersja PDF

- - - - -

Witam was wszystkich.
 
"prosciej bylo by mi zaspiewac albo zarzempolic na skrzypcach  niz napisac "
 
Spotkac sie razem jeszcze raz i celebrowac 20 lecie DK i  Zeslanie Ducha Swietegoto bylo niesamowitym przezyciem i czasem do refleksji.
Ludzie przyjechali  ze wszystkich stron Kanady i USA  do Mellrose  dnia 11 czerwca 2011 .
I zadaje sobie pytanie dlaczego, po co?  (ty tez na pewno miales jakis powod)
 Dlaczego Ja przyjechalem po raz kolejny  nie wiem ktory z kolei bo bylo ich tak duzo ze bym sie pogubil w liczeniu.
 Dlaczego przyjechalem? Dlaczego do tego Mellrose przyjechlem  po raz kolejny pokonujac  200km w jedna strone?
 Dlaczego po raz kolejny musialem prosic szefa o zastapienie/zmiane grafiku w pracy?
 Dlaczego? Po co co wszystko?
 Odpowiecz jest prosta 
po pierwsze;
- potrzeba Boga przezywanego ze wspolnota-
poniewaz wiara u mnie jest po proces wzrastajacy ( tak sobie mysle chyba sie nie cofa), za kazdym razem inny , inny na dana chwile, moze taki sam jesli chodzi o glebokos wiary ale inny bo inna jest chwila.
W tym spotkaniu jest takze wspolanota, taka sama jak przed 20 lat ci sami ludzie, te same imiona i nazwiska,  usmiechnieci, weseli, dzielacy sie swoim przezyciami, autentyczni ale jacy inni dzisjaj.
Ich bycie ze mna jest potwierdzeniem  mojej akceptacji przez dozenie wspolnie do Jezusa Chrystusa.
Ta wspolnota wyzwala we mnie sile do dzwigania "mojego krzyza".

  • dziekuje wam za wasze poswiecenie kochani widzac wasz wklad w prace......... ukazujac mi ze ja moglbym i moge  zrobic wiecej,
  • dziekuje wam za wasze cierpienia kochani......... robiac mnie silniejszym , widzac ze moje cierpienie jest niczym w porownaniu do waszego,
  • dziekuje za kaplanow i siostry zakonne  ze sa jecze tacy........... ktorzy krocza ze mna walczac o   moje zbawienie, bezinteresownie, za ich troske, za ich autentycznisc, poswiecenie, ukazujac mi wiare nie zaklamana, prawdziwa.
  • Dziekuje za wasza szczerosc/otwartos kochani, choc czasem jest bolesna........ ale ja tez  na pewno sprawiam  wam bol takim jakim jestem, dlatego wszystkich was  kocham bo Chrystus mnie pokochal takim jakim jestem.

po drugie;
-spotkanie sie z innymi rodzinami-
to moja rodzina - z Bogiem i wami ucze sie zyc w rodzine, przez wasz przyklad widze jak moge byc dobrym mezem i ojcem, jak moge trwac w sakramecie malzenstwa, jak moge wzrastac w mojej  rodzinie  dzisjaj i jutro.
To wy w Chrystusie Jezusie jestescie dla mnie inspiracja dla mojego malzenstwa.
Dziekuje wam za wszystkie przezyte rekolekcje, przygotowania, nocne gadanie w kuchni, razem wykleczone adoracje, swiadectwa, Msze Swiete.
Dziekuje za wasze malzenstwa widzac ze Chrystus w nich jest buduje je i wspiera.
Ktos kiedys przed 20 laty powiedzial do mnie "wiesz co Karol twoi znajomi ogranicza sie tylko do ludzi ze wspolnoty nie bedziesz mial innych">
Ja sobie pomyslam wtedy ze to takie nienoramlne/chore  spotykac sie tylko z ludzmi z ruchu.
A teraz nie moge sie doczekac nastepnego spotkania kregu, nastepnych rekolekcji, nastepniego wyjazdy na wakacje ze znajomymi z DOMOWEGO KOSCIOLA
 dzieki wam za to
                                                                                                                                    karol ryba

wersja PDF

- - - - -

REALIZACJA POWOŁANIA W RODZINIE
            Cieszę sie bardzo, że znalazłem się tu dzisiaj wsród Was, żeby wspólnie brać udział w obchodach bardzo ważnej rocznicy Domowego Kościoła w Kanadzie. Korzystając z okazji chciałbym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami i odczuciami na temat wpływu Kościoła Domowego na zrodzenie się mojego kapłańskiego powołania i na jego rozwój. Św. Josemaria Escriva powiedział kiedyś, że osoby poświęcające życie służbie Bożej zawdzięczają 90 % powołania swoim rodzicom. W moim wypadku duchowość i formacja całej mojej rodziny jest głęboko zakorzeniona w Domowym Kościele. Wiemy, że Kościół Domowy, którego zadaniem jest wzmacnianie i budowanie wspólnoty rodzinnej, przyczynia się do budzenia powołań, które rozwijają się głównie w zdrowych katolickich rodzinach. Podsumowując można stwierdzić, że: „rodzina rozwija i ochrania Boży dar powołania.”
            Nasz ukochany Ojciec Święty, Błogosławiony Jan Paweł II, który tak często podkreślał znaczenie i świętość rodziny, kiedyś powiedział, że ,rodzina to jak ogród. Rodzina jest rozsadnikiem powołań kapłańskich, misyjnych i zakonnych. Naturalnym miejscem rozwoju i wzrostu tego zadania miłości wpisanego w serce człowieka wierzącego jest właśnie rodzina.”
Następnie Ojciec Święty mówi, że „Rodzina, jeśli jest świadoma tego szczególnego powołania i na nie odpowiada, staje się wspolnotą uświęcającą, żywą szkołą pokory, sprawiedliwości, miłosierdzia, czystości, pokoju, prostoty serca (por. Ef 4,1-4; Familiaris consortio, 21); innymi słowy, staje się tym, co Jan Chryzostom nazywa ,Kościołem domowym’, a więc miejscem, w którym Jezus Chrystus żyje i działa, aby zbawić ludzi oraz by zbudować Królestwo Boże."
            Wszyscy dobrze wiemy, że powołanie do kapłaństwa nagle nie spada z nieba. Tak jak ziarno, musi ono stopniowo dojrzewać, a najlepszym rozsadnikiem powołań jest rodzina. Pierwszymi nauczycielami są rodzice. Ich stosunek do życia ma ogromny wpływ na rozwój młodego pokolenia. Rodzice muszą dokonać wyboru czy wychowywać dzieci zgodnie z mentalnością współczenej kultury, dla której celem życia jest zdobycie władzy, pieniędzy i przyjemności, czy też budować kulturę otwartą na powołanie do kapłaństwa czy życia zakonnego. Te powołania ze swej natury stanowią kontrast do dzisiejszej kultury i prowadzą do osiągnięcia życiowego celu, który przewyższa cokolwiek dzisiejszy świat ma do ofiarowania. Jestem przekonany, że rodzice katoliccy, którym zależy na budzeniu powołań dla Kościoła, muszą w heroiczny sposób przeciwstawiać się dzisiejszej kulturze, szczególnie w świecie, który nastawiony jest na odciąganie zwłaszcza młodych ludzi od pomyślenia choćby przez moment, żeby całkowicie poświęcić się Bogu. W świetle tych rozważań postawmy sobie pytanie, co mogą zrobić rodzice, żeby stworzyć środowisko, w którym ich dziecko czy dzieci bedą umiały rozpoznać Boże wezwanie do całkowitego poświęcenia się Panu Bogu?
            Gdy chodzi o moją rodzinę, to przez prawie 18 lat ogromnie korzysta z formacji i duchowego wsparcia Domowego Kościoła. Mówiąc o swoim powołaniu chciałbym przedstawić w jaki sposób moje środowisko rodzinne pomogło mi pogłębić miłość ku Bogu i Jego Kościołowi i utwierdzić się w powołaniu do kapłaństwa.
            Moja katolicka wiara rozwinęła się w zdrowej rodzinie.  Z rodzicami i trzema młodszymi braćmi często modlimy się wspólnie i razem uczęszczamy na Mszę św.  Uważam, że jest to podstawowy i zasadniczy sposób przygotowania gruntu pod ziarno powołania. Stworzenie klimatu modlitwy jest zasadniczym warunkiem do usłyszenia Bożego zaproszenia do kapłaństwa czy życia zakonnego. Ponadto dla kogoś, kto poważnie myśli o pójściu za Chrystusem, modlitwa jest kluczem do pogłębienia zjednoczenia z Bogiem.
Wspólna modlitwa stanowi oczywiście centrum duchowości Domowego Kościoła. Jest elementem jednoczącym całą rodzinę i wspomagającym w dobrym przeżyciu najtrudniejszych i najgorszych sytuacji w życiu rodziny. Poprzez wspólne odmawianie różanca, adorację Najświętszego Sakramentu, czytanie Pisma św., przyjmowanie sakramentów mój dom rodzinny stał sie dla mnie pierwszą szkołą modlitwy – moim pierwszym seminarium – gdzie uczyłem się jak się modlić i brać udział w katolickim życiu  liturgicznym.
Następnie, mój bliski od dzieciństwa kontakt z rodzicami pozwalał mi na dzielenie się z nimi poglądami i przemyśleniami na temat kapłaństwa i życia zakonnego. Moim zdaniem rodzice powinni być najbliższymi przyjaciółmi własnych dzieci, mimo że to może czasami być bardzo trudne. Pamiętam, że pierwszy raz pomyślałem o kapłaństwie, gdy miałem 11 lat. Wówczas powiedziałem mojemu ojcu o swojej fascynacji życiem misjonarza i o pragnieniu zostania kapłanem. Ponieważ w naszym domu zawsze mówiło się z szacunkiem o Kościele i nigdy źle o osobach, które poświęciły swoje życie Panu Bogu, łatwo mi było podzielić się z rodzicami moim pragnieniem wyboru kapłaństwa. Do dnia dzisiejszego rodzice i bracia są moimi najlepszymi przyjaciółmi umacniającymi mnie w kapłańskim powołaniu. Także głęboko wierzę, że Kościół Domowy, który głosi znaczenie dobrych kontaktów i dialogu, wywarł ogromny wpływ na wzmocnienie więzów miłości i przyjaźni w naszej rodzinie.
            Chciałbym także dodać, że troska moich rodziców o nasze katolickie wychowanie nie ograniczyła się tylko do naszego rodzinnego domu. Bardzo mile wspominam oazowe spotkania Domowego Kościoła, na których dane mi było zetknąć się z wieloma młodymi ludźmi  z dobrych katolickich rodzin. Zawsze wielkim umocnieniem był dla mnie przykład innych młodych ludzi troszczących się o to, żeby wprowadzać w życie prawdziwe chrześcijańskie wartości. Czas z nimi spędzony i przykład ich życia zachęcał mnie do naśladowania ich. Pomocne też było uświadomienie sobie, że nie jestem sam w swoim pragnieniu dążenia do świętości. Ponadto od rozpoczęcia nauki w szkole średniej (high school) należałem wraz z moimi bracmi do młodzieżowej organizacji „The Youth Teams of Our Lady.” Rekolekcje młodzieżowe, w których braliśmy udział, stały się głębokim źródłem katolickiej formacji i duchowego rozwoju dla nas wszystkich. Do dzisiejszego dnia, kiedy nadarzy się ku temu okazja, staram się brać udział w rekolekcjach prowadzonych przez Kościół Domowy czy też przez Youth Teams of Our Lady. Rekolekcje te zawsze przynoszą mi odnowienie duchowe i napełniają entuzjazmem, żeby żyć wiarą w całej pełni.
             Wspólna modlitwa, silna więź rodzinna i przyjaźń; formacja duchowa poprzez rekolekcje i oazy stanowią w mojej rodzinie główne elementy, które wpłynęły na rozbudzenie i rozwój mojego powołania do kapłaństwa. Każdy z moich dzisiejszych słuchaczy mógłby dać swoje własne przykłady. Nikt z nas nie zna waszych dzieci lepiej, niż wy sami i bardziej ich nie kocha od was, z wyjątkiem samego Boga. Jeśli ofiarujecie swoje dzieci Bogu przez modlitwę i dobre wychowanie, On dorówna waszym staraniom wprowadzając w waszą rodzinę atmosferę, w której powołanie, łącznie z powołaniem do sakramentalnego małżeństwa, będzie się rodzić, rozwijać i przynosić owoce.
             Gdy o mnie chodzi, obecnie kończę szósty rok kapłańskiej formacji. Ostatni rok spędziłem w parafii św. Michała w Leamington. Jak Pan Bóg pozwoli, za dwa lata przyjmę święcenia kapłańskie. Tymczasem bardzo liczę na Wasze wsparcie modlitewne w okresie dalszej formacji przygotowującej mnie do podjęcia obowiązków kapłańskich. Ja też nadal będę się modlił za Domowy Kościół w Kanadzie. Niech Światło Ducha Świętego wspiera Wasze rodziny, aby zawsze były „miejscem, w którym Jezus Chrystus żyje i działa, aby zbawiać ludzi oraz by budować Królestwo Boże.”

Hubert Pawłowicz

wersja PDF

- - - - -

Niech  będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Marcin      Nazywam się Marcin Walecki,  mam 21 lat, mieszkam z rodzicami i młodszym bratem w Mississauga. Jest to wielkim wyróżnieniem, że mnie wybraliście abym dał świadectwo, dziękuję Wam bardzo oraz dziękuję też wszystkim, którzy się za mnie modlili w tej intencji.
Jan Paweł II nazywa młodych „Nadzeją Kościoła”. Ale najpierw trzeba wychować młode pokolenie,a o tym najlepiej wiedzą rodzice. Kto ma młodego człowieka rozbudzić, ukierunkować ?  
Urodziłem sie w Kanadzie. Co za szczęście, niektórzy pomyślą, prawda ? Nie muszę emigrować do innych krajów tak jak moi rodzice. Mieszkam we wspaniałym kraju, dobrobyt, którego każdy szukał tutaj właśnie odnalazł, nie muszę pozostawiać najbliższych, rodziny i gonić w nieznany świat w poszukiwaniu lepszego życia. Kanada jest pięknym olbrzymim krajem. Niestety tak wielkim, że trzeba uważać aby się też nie „zagubić”.
Ten kraj jest jednym wielkim skupiskiem ludzi różnych poglądów i religii. Młodzież kanadyjska, włoska australijska jest wspaniała. Miałem okazje poznać ją będąc we włoszech czy też w Australii. Należę do pokolenia Jana Pawła II i to On nauczył mnie pielgrzymek i zapraszał do spotkań na Swiatowe Dni Młodzieży.
Będąc jeszcze w High School zauważyłem wiele młodych osób zagubionych, znudzonych życiem. Kto takiej młodzieży ma pomóc? Często sami rodzice pogubili się w tej drodze życia. Nie potrafią i nie mogą pomóc z różnych powodów. Przede wszystkim nie mają czasu, są zapracowani, zajęci dorabianiem się. Chcą przecież jak najlepiej dla swoich dzieci. Chcą swoim dzieciom dać lepszą przyszłość, lepszą niż sami mieli.
Jeden z członków zespołu The Beatles pisze: „ Cała nasza czwórka miała niezwykłe życie. Zdobyliśmy prawie wszystko, co można kupić... ale rzeczy, które sie kupuje, tracą po pewnym czasie wartość. „ A w jednej ze swoich piosenek śpiewali: „ Mówiliśmy- o miłości, które ostygła, i o ludziach, którzy zdobyli świat, ale stracili duszę, którzy nie widzą – nie rozumieją – Czy jesteś jednym z nich ?
Co jest ważniejsze? Nasze życie ziemskie, jego tymczasowe krótkie przyjemności czy życie wieczne i nasze dusze? Mogłoby się wydawać, że życie na ziemi jest bezpieczne i nie ma potrzeby martwić się o przyszłość naszych dusz, ponieważ śmierć jest z daleko od nas, ale życie ziemskie w porównaniu do życia wiecznego jest krótkie i może się zmienić w ułamku sekundy.
        Był deszczowy grudniowy dzień. Wracałem samochodem, że szkoły. Byłem 5 min od domu. Jechałem autostradą 403 w kieruknu zachodnim,  70 km/godz. Nagle wpadłem w poślizg i straciłem kontrolę na autem. Kręciłem się w koło. Z ostatniego pasa znalazłem się na pierwszym. W tym czasie obijany byłem przez inne auto. Przez kilka sekund  trwania wypadku ujrzałem przed oczami fragmenty całego swojego życia i... zbliżającą się w moją stronę ciężarówkę. Myślałem, że to już koniec. Krótkim scenom z mojego życia towarzyszyła moja rozpaczliwa modlitwa ...Boże ratuj mnie... Mój samochód uderzył w coś i przodem był zwrócony do nadjeżdżających samochodów.Czekałem jak sparaliżowany na bieg wydarzeń. Nikt mnie już nie udeżył. Zyłem i tylko to się liczyło.  Potem w rozmowach z rodzicami dowiedziałem się, że będąc na adoracji Najświętszego Sakramentu w tym czasie co ja właśnie walczyłem z życiem, oni modlili się właśnie specjalnie za mnie nie wiedząc co się ze mną działo. Wiem, że ich modlitwa sprawiła, że Pan Bóg dał mi szansę drugiego życia.
Dzięki Jemu i tej trosce modlitewnej moich rodziców mogę dzisiaj stanąć przed Wami i mogę dać świadectwo Bożej miłości i miłosierdzia. Doświadczenie tamtego wieczoru spowodowało, że inaczej spoglądam na swoje życie.
Doceniam wysiłek i trud rodziców wkładany w to aby nie tylko zapewnić mi środki do życia ale przede wszystkim dbanie o moje chrzescijańskie wychowanie. Przecież życie jest takie kruche.
Moi rodzice tak jak większość z was przyjachała do Kanady w celu poszukiwania lepszego życia. Byli wówczas młodzi i też narażeni na wiele trudności i niebezpieczeństw. To jest naprawdę cud, że nie utracili swojej tożsamości w tej rożnorodności jaką jest Kanada. Napewno stawali w obliczu wielu wyborów. Pamiętam, że w domu często mówiło się o powrocie do Polski.
 Domowy Kościół pojawił się bardzo wcześnie w ich, w naszym  życiu. Ja miałem  4 lata a mój brat 2. Pamiętam te wyprawy na rekolekcje. Była to prawdziwa radość spotkania wspaniałych ludzi i wspólne przeżywanie obecności Boga.
     Domowy Kościół stał się nie częscią naszego życia on był naszym życiem. Domowy Kościół był tym co moi rodzice zostawili w Polsce, a więc zastępował im rodzinę.
Dzięki moim rodzicom i dzięki wam tutaj jestem i mogę świadczyć o Chrystusie i  o jego miłości dla naszej rodziny. Miałem to szczęście wychowywać się w tej serdecznej i ciepłej atmosferze rodzinnej i wspólnotowej miłości. Jednym z najwspanialszych darów jakie odkryłem przez wspólnotę Domowego Kościoła jest gotowość służenia czyli ofiarowanie się drugiemu człowiekowi poprzez dar z siebie. Służba i modlitwa. Wezwanie Chrystusa „ Chodź za mną „ jest ciągle tutaj aktualne.
Pani Ania Jach i Gosia Olszewska podeszły do mnie i powiedziały mi o ruchu młodzieżowym, który jest w Kanadzie i dzięki któremu będę mógl budować wiarę w Jezusa Chrystusa..  Zaproponowały mi uczestnictwo w Młodzieżowych Grupach Maryjnych (YTOL). Zgodziłem się. Jestem już w YTOL 7 lat i jest to niesamowita grupa młodych ludzi na całym świecie. Zawsze jest tutaj coś nowego do zrobienia, co pozwala mi osobiście poznawać i odkrywać Chrystusa i Jego miłość. Ruch ten przynosi tak wiele nadzieji, odwagi i miłości dla tych, którzy to wszystko utracili. Po przez ten ruch Pan Bóg pokazuje, że mnie kocha i przebacza. że dał swego Syna Jezusa Chrystusaza za moje życie. Znalazłem niezwykłych przyjaciół  i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Wspólnie wzrastamy w wierze. Chcę być przykładem dla przyszłych członków YTOL. Nigdy nie myślałem, że będę tak silnie związany z YTOL, ale wierzę, że miało to związek z moimi rodzicami którzy mówili, jak to jest naprawdę ważne, aby być we wspólnocie.
      Spotkanie z Domowym Kościołem nie było dziełem przypadku, było planem Bożym dla mnie i dla mojej rodziny. Wiem dzisiaj na jakiej półce w domu  lezy Pismo Swięte i jak z niego korzystać. Dostrzegam, doceniam i widzę owoce pracy moich rodziców. Chwała Panu  za Domowy Kościół, za dar wiary dla mojej rodziny. Zdaję sobie sprawę i doceniam to co zrobili i robią dla mnie moi rodzice. Czasami było naprawdę trudnością dla moich rodziców, aby pojechać na rekolekcje Domowego Kościoła i nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego nie chcą jechać i zobaczyć się znowu przyjaciółmi. Kiedy dołączyłem do YTOL, całkowicie zrozumiałem dlaczego tak im było trudno czasami wyjechać na rekolekcje. I ja też czasami czuję jakąś słabość aby nie pojechać na jakieś rekolekcje YTOL. Gdy jednak juz pojadę ( czasami około 1000 km) to czuję się tam naprawdę wolnym, radosnym wraz z innymi odczuwamy bliskość Bożą. Czuję się wtedy jak bym miał aureolkę nad głową, ale niestety gdy wrócę po rekolekcjach do tego świata, tracę ją. Nie jest to doskonały świat i tak jak i ja nie jestem doskonały. Pamiętam jedną taką rzecz. Domowy Kościół odszedł od niektórych społecznych nawyków, eliminując alkohol w czasie noworocznych rekolekcji. Podobały mi się rodzinne zabawy sylwestrowe, bezalkoholowe, ktoś się zajmował kuchnią, wszyscy bawili się dobrze , radość nasza była wielka, o północy błogosławieństwo , rano  Eucharystia z Noworoczną Mszą św. Zal było się rozjeżdżać. Zostały tylko zdjęcia ale nie tylko.
Bezalkoholowe witanie nowego roku  zostało ostatecznie wprowadzone do naszego  domu. Moi rodzice należą do KWC "krucjata" 11 lat i jest to niesamowita modlitwa w naszej rodzinie. Osobiście, nigdy nie piłem w liceum alkoholu, ponieważ moi rodzice nigdy nie pili. Ich świadectwo, że nie mają w domu alkoholu to potężne wyzwanie dla mnie. Jestem bardzo wdzięczny im za to, co robią, bo wiem, że jest to bardzo trudne,  są nie rozumiani przez innych ale tak naprawdę, mają tak wiele wolności. Co udało sie moim rodzicom zrobić a czego nie. Ocena należy do Pana Boga i..ludzi. My cieszymy się, że od samego początku naszego młodego życia jesteśmy związani z DK. Jest to wielkie bogactwo przeżyć. Rodzice nauczyli nas , że z każdej sytuacji jest wyjście, nawet tej najtrudniejszej, bowiem Bóg podsuwa nam tyle wspaniałych rozwiązań. Oni nauczyli się w DK czym jest prawdziwe rodzicielstwo, jak nas kochać, i jak siebie kochać. Te zobowiązania, które rodzice mają wypełniać widzę, że pomagają im spotkać się z Panem i z drugim człowiekiem. Wiem, że relacje  powinny się opierać na zasadzie „być dla” dla dla dzieci , dla kręgu dla innych, a przede wszystkim dla siebie nawzajem w małżeństwie.. Rodzice służąc nam , sami sią ubogacili. Poprzez Ruch Domowy Kościół otrzymaliśmy wiele darów Bożej miłości w naszej rodzinie . Bardziej zrozumieliśmy słowa „ moc w słabości się doskonali”. Jest to dar spotkania , przyjaźni. Mimo wielu kłopotów i przejściowych trudności rodzice trwali w DK. Bez modlitwy, bez osobistego kontaktu z Bogiem, bez kontaktu całej rodziny z Bogiem, bez pomocy wspólnoty Domowy Kościół – trudno byłoby budować nasz dom.
Dziękuję Panu Bogu za wspólnotę Domowego Kościoła, dziękuję za was, za waszą służbę za ofiarę a moim rodzicom  przede wszystkim za dar życia, ktory jest w ostatnich latach tak lekceważony.
Chwała Panu                             
Marcin Walecki

wersja PDF

 

- - - - -

Na początku chcieliśmy podziękować Panu Bogu, że 13 lat temu na naszej drodze postawił małżeństwo, Asię i Tomka, którzy zaprosili nas na rekolekcje ewangelizacyjne Domowego Kościoła. Był to dla nas okres dużych przemian w naszym małżeństwie i rodzinie. Bardzo potrzebowaliśmy modlitwy i tych rekolekcji, po których wstąpiliśmy do ruchu i trwamy nieprzerwanie do dnia dzisiejszego. Dziękujemy za kapłana, Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który to z pomocą Bożą utworzył ten ruch.  Od początku staraliśmy się poznać i zrozumieć charyzmat Domowego Kościoła i im bardziej go poznawaliśmy tym bardziej zmieniało się nasze życie. To dzięki dialogowi małżeńskiemu i wspólnej modlitwie mogliśmy wiele sobie powiedzieć i wybaczyć, a co za tym idzie, naprawdę sobie zaufać. Kolejne spotkania, rekolekcje, w których braliśmy udział lub mieliśmy okazję prowadzić, wiele wypowiedzi, świadectw, słów wypowiadanych przez nas i inne osoby, które były pełne zapału i zapewnień. A potem po paru dniach cisza, nic – zapał mijał, pozostawały tylko słowa bez pokrycia i wspomnienia chwil, głownie ze spędzonego czasu wolnego. Bardzo nam to przeszkadzało i nie dawało spokoju. Zadawaliśmy sobie pytanie, czy ten czas nie był zmarnowany. Wspólnie postanowiliśmy, że tak dalej nie możemy żyć, szukać tylko zadowolenia dla siebie i nic, albo prawie nic, nie dając innym. Sługa Boży ks. Fr. Blachnicki mówił, że taki stan to jest zatrzymanie się w połowie drogi. Podkreślał, że należy się zaangażować i swoje talenty pomnażać, dzieląc się nimi z innymi, pomagając innym w ich odkrywaniu. Postanowiliśmy w pełni zaangażować się w diakonii wyzwolenia, jednocześnie nie zaniedbując Domowego Kościoła.
12 lat temu, w roku 1999-tym, poznaliśmy Krucjatę Wyzwolenia Człowieka i przez pierwsze lata traktowaliśmy ją, jako coś osobistego, jako umowę naszą z Panem Bogiem za pośrednictwem Maryi w intencji osób, za które ją podjęliśmy. Dopiero po paru latach poznając coraz bardziej charyzmat ruchu Światło-Życie i teksty ks. Franciszka, zrozumieliśmy, że Krucjata nie może być traktowana, jako mój prywatny ogródek. Zapragnęliśmy ją bardziej poznać i dać taką możliwość innym osobom – na początku głownie z Domowego Kościoła, a obecnie wszystkim, którzy pragną wziąć udział w corocznych rekolekcjach i uczestniczyć w spotkaniach Krucjaty organizowanych w parafiach. Odkryliśmy, że jednym z głównych zadań Krucjaty jak i Domowego Kościoła, jest - ewangelizacja, wychodzenie do ludzi, zapraszanie małżeństw, poprzez naszą postawę i świadectwo. Tak zrozumieliśmy wprowadzanie w życie treści zawartych w rekolekcjach ORAR I-go stopnia: Światło-Życie, Stary i Nowy Człowiek, Nowa Kultura, które są podstawą życia każdego człowieka, nie tylko Domowego Kościoła. Nie byłoby to możliwe bez wspólnoty, bez pomocy i zaangażowania wielu osób, małżeństw z naszego ruchu, którzy pomimo braku czasu, zawsze mówią nam tak i śpieszą z pomocą. Byłoby to bardzo trudne bez wsparcia osobistego i modlitewnego ks. Edwina Łapińskiego, który jest dla nas jak ojciec, który nigdy nie odmówił i nie odmawia swojej pomocy i modlitwy.  Niech Ci ks. Edwinie Bóg stokrotnie za to wynagrodzi i tym wszystkim, którzy nas wspierają, sami dając przykład i świadectwo dla innych.         
„Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali” Jan Paweł II. 
Krzysztof i Danuta Wojcik, z rejonu Mississauga

wersja PDF

- - - - - -

Czekamy tez na dalsze swiadectwa, przemyslenia, wspomnienia...