Domowy Kościół

DZIEŃ WSPÓLNOTY DOMOWEGO KOŚCIOŁA AMERYKI PÓŁNOCNEJ W KANADZIE
CHATHAM, 14-15 MAJA 2005

 

Na ten od dawna zapowiadany Dzień Wspólnoty w Chatham jechaliśmy aż z Ottawy pełni nadziei, bo przypadał na wigilię i święto Zesłania Ducha Świętego. Wierzyliśmy, że Duch Święty na pewno przyjdzie na to spotkanie, pozostawało więc stawić się na czas. Jak to zwykle bywa, ci co mieszkają najdalej, przyjeżdżają pierwsi. Dotarliśmy więc przed czasem, ponieważ wieźliśmy z Ottawy ojca Marka Pieńkowskiego, dominikanina z Warszawy, który miał nas prowadzić przez te dwa dni i nie mógł się spóźnić.

Już pierwsze słowa naszych gospodarzy, Uli i Marka Król, uderzyły nas: "Boże Narodzenie jest świętem rodzinnym, Wielkanoc - parafialnym, a Zesłanie Ducha Świętego jest świętem wszelkich wspólnot." Reprezentowaliśmy wspólnotę Domowego Kościoła w Kanadzie. W sobotę zjechało się około 30-tu rodzin (w tym trzy rodziny z Chicago), a w niedzielę dojechali inni.

Po Koronce do Miłosierdzia Bożego i Mszy św., ojciec Marek wygłosił konferencję na temat: "Nie lękajcie się - nasze miejsce w Ameryce Północnej".

Mówił o tym, że św. Jan miłości przeciwstawia lęk:

"W miłości nie ma lęku,
lecz doskonała miłość usuwa lęk,
ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Ten zaś, kto się lęka,
nie wydoskonalił się w miłości." (1J4,18)

Jako ludzie wierzący nie powinniśmy więc się bać, bo lęk zwalnia nas od odpowiedzialności. Przede wszystkim od odpowiedzialności za czynienie dobra. Bo naszym zadaniem nie jest walka ze złem, ale naprawianie zła, rozumianego jako brak dobra lub zniekształcone dobro. Mamy więc czynić jak najwięcej dobra tam gdzie Pan Bóg nas postawił, a więc w kraju, w którym żyjemy.

Wszak już w Księdze Jeremiasza czytamy:

"To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela, do wszystkich uprowadzonych do niewoli, których pozwoliłem uprowadzić z Jerozolimy do Babilonu: Budujcie domy i mieszkajcie w nich; zakładajcie ogrody i spożywajcie ich owoce! Bierzcie sobie żony i rodźcie synów i córki! Wybierajcie żony dla waszych synów i dawajcie córkom waszym mężów, by rodziły synów i córki; pomnażajcie się tam, a niech was nie ubywa! Starajcie się o pomyślność w kraju, do którego was zesłałem. Módlcie się do Pana za niego, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność." (Jr29,4-7)

W czasie małej grupy mieliśmy podzielić się tym, co nas najbardziej uderzyło w konferencji i mówić o naszych lękach. Dzieliliśmy się naszymi lękami osobistymi, najczęściej związanymi z wychowaniem i przyszłością dzieci, ale także lękami związanymi z naszą pozycją emigrantów w Kanadzie.

W czasie podsumowania, od ojca Marka emanował spokój, optymizm i wewnętrzna radość człowieka mocnej wiary. Mówił, że człowiek jest na tyle religijny, na ile tęskni za Bogiem. Odbiciem i sprawdzianem tej tęsknoty jest nasza modlitwa, a także ciągłe nawracanie się : metanoia "zmiana umysłu lub sposobu myślenia oraz uczuć". Jest to szczególnie ważne w dzisiejszym świecie, w którym wielu ludzi jest zagubionych. Mam wiedzieć co ja chcę, a nie co mi się chce (w myśl zasady : Chcę być pobożny, ale nie chce mi się modlić).

Te rozważania zostały zakończone świadectwem Grzegorza z Chicago, który podzielił się z nami swoim odkryciem z przeżytych niedawno rekolekcji: powinnismy wciąż iść do przodu, rozwijać naszą wiarę, a nie bazować na dawnych, może czasem odgrzewanych przeżyciach religijnych.

O 21-ej rozpoczęła się adoracja Najświętszego Sakramentu, do której wprowadził nas ojciec Marek wspomnieniem słów słynnego dominikanina, ojca Joachima Badeniego. Pewnego słonecznego popołudnia, kiedy siedzieli razem w słońcu w krużgankach klasztoru Dominikanów w Krakowie, ojciec Joachim powiedział: "W takim dniu jak dzisiejszy, młodzi się opalają, żeby ładnie wyglądać, a starzy się wygrzewają."

I ojciec Marek porównał to do naszego przychodzenia przed Najświętszy Sakrament. Na początku przychodzimy i staramy się dobrze wypaść przed Panem Jezusem, a z czasem przychodzimy, żeby po prostu z Nim być. Toteż ojciec Marek życzył nam takiego "wygrzewania się przez godzinę przy Panu Jezusie". Co to było za wygrzewanie się! Czuliśmy żywą obecność Pana Jezusa wśród nas. Ja przepłakałam tę adorację tak jak przepłakałam moje pierwsze rekolekcje ewangelizacyjne. Czułam, że Pan znowu dotyka mnie swoją łaską i tak jak wtedy wzywa mnie do oddania Mu mojego życia, do postawienia Go w jego centrum, do przyjęcia Go na mojego Pana i Zbawiciela. Zrobiłam to tym razem o wiele bardziej świadomie, wiedząc, że wierność Jemu czasem bardzo dużo kosztuje. Ceną jest rezygnacja ze swoich ambicji i planów życiowych, jeżli nie są one zgodne z Jego wolą; z tego co mi po ludzku najdroższe, jeśli przesłania mi to Jego; z mojej pychy i egoizmu, które podpowiadają mi, że ja jestem najważniejsza, że muszę walczyć o swoje i że mnie też się coś od życia należy. Zrobiłam to także ze świadomością, że bez Niego moje życie i tak nic nie jest warte i że jedyne co mogę zrobić w trudnych chwilach, to przylgnąć do Niego z ufnością, że mnie nie opuścił, bo "któż zaufał Panu, a został zawstydzony?" (Syr, 2,10)

Po adoracji modliliśmy się głośno wspólnie modlitwą prośby, dziękczynienia i uwielbienia, a potem ojciec Marek wraz z innymi modlili się z nakładaniem rąk nad potrzebującymi uzdrowienia.

Około 23-ej rozpoczęło się nabożeństwo Wigilii Zesłania Ducha Świętego, które zakończyło się po pólnocy.

W niedzielny poranek zjedliśmy wspólnie śniadanie i odmówilismy Jutrznię na świeżym powietrzu. Punktem centralnym tego dnia była uroczysta Msza św., w czasie której odbyło się bierzmowanie Rafała, którego rodzice należą do wspólnoty Domowego Kościoła. Krąg z Chatham przygotował uroczysty obiad, bedący prawdziwą wspólnotową agape. Czuliśmy się naprawdę jak jedna, duża rodzina. Żal było odjeżdżać, ale wracaliśmy do domu uskrzydleni Duchem, który napełnił nas i wszystkich tam obecnych.

Dziękujemy gospodarzom, Uli i Markowi oraz kręgowi z Chatham, za serdeczność i postawę służby, które sprawiły, że było to naprawdę święto wspólnoty.

Jola i Józek Leśniakowie

 
 
 
 

   
   
   
   

 

O nas | Napisz do nas | ©2005 Domowy Kościół w Kanadzie